XXVII. Wiolent   środa, 1 lipca 2009
Słońce stało nad Paskiem już dobre kilka godzin. Za oknem widać było morze granatu i bieli, słychać rozmowy i nawoływania. W ten ciepły wrześniowy poranek młodzież Paska zmierzała do swych szkół, by kolejny dzień zdobywać wiedzę i wykształcenie potrzebne w przyszłości. Tylko jedna krnąbrna uczennica siedziała w domu wpatrując się z wyrazem triumfu na twarzy w pismo z najostrzejszej szkoły w całym Pasku. Plan Kaśki działał. Już piąty dzień udało jej się przekonać rodziców, że była w Passmanii, podobają jej się znajomi, nauczyciele i zajęcia. Była pewna, że jeśli wytrzyma jeszcze tydzień, zostanie automatycznie wykreślona z listy i przeniesiona do Siódemki. A wtedy hulaj dusza, piekła nie ma! Rozpocznie się najlepszy okres w jej życiu! Rodzice pewnie się wściekną, ale co tam, przyzwyczają się. Przecież to też szkoła, też tam uczą, co za różnica! Pogrążona w marzeniach siedziała przy stole trwając w błogostanie. Nagle drzwi otworzyły się gwałtownie, a Kaśka aż podskoczyła. W wejściu stał jej ojciec, czerwony na twarzy. Był wściekły.
- Czy ty czasem nie powinnaś być w szkole, młoda damo? – wycedził przez zęby starając się zachować spokój, choć przychodziło mu to z trudnością.
- Ja… - wyjąkała Kasia rumieniąc się – Ja byłam, ale zajęcia są odwołane i odesłali wszystkich uczniów do domu. – wyrzuciła pierwsze kłamstwo, jakie przyszło jej do głowy.
- Czyżby? – zapytał ojciec wpatrując się w nią ostro. Kasia przytaknęła gorliwie, choć niezbyt przekonująco.
- Więc muszę cię zmartwić, moja droga, i stwierdzić, że to co mówisz to stek bzdur. Przed chwilą odebrałem telefon od dyrektora Passmanii. Pytał, czy aby na pewno dostałaś jego list i dlaczego nie ma cię na zajęciach. Martwi się i chce się z tobą jak najszybciej zobaczyć. – Gdy to mówił, oczy taty Kasi groźnie błyszczały. Dziewczyna instynktownie cofnęła się o krok. Nie wiedziała, co powiedzieć ani jak zareagować. Ojciec wyręczył ją.
- Pójdziesz teraz na górę i przebierzesz się w mundurek. Załóż spódnicę, jak człowiek. Następnie raz-dwa na dół. Odwiozę cię do szkoły, żeby mieć pewność, że tym razem naprawdę tam dotrzesz. – rozkazał. Kaśka przełknęła ślinę. Chciała zaprzeczyć, rozpłakać się, wykrzyczeć, że nie chce tam iść i nigdy nie chciała, ale wiedziała w głębi duszy, że nic to nie da. Jeśli jej rodzice coś postanowili, to nie ma zmiłuj, tak się stanie i już. Połykając łzy pobiegła do pokoju wykonać polecenie ojca. Gdy zeszła do salonu, otworzył drzwi i niemal wypędził z domu. Drogę do szkoły pokonali w milczeniu. Przed bramą Passmanii ojciec zatrzymał auto. Kasia chciała wysiąść, ale on przytrzymał ją za rękę, mówiąc:
- Zaczekaj. Dasz to dyrektorowi. – Sięgnął do kieszeni i wyjął czarną kopertę, zdawałoby się tę samą, w której przyszło pismo potwierdzające przyjęcie dziewczyny do szkoły. – Nie waż się otwierać – dodał, po czym wypuścił córkę z samochodu i odjechał, dopilnowując wcześniej, by ta przekroczyła próg drzwi wejściowych budynku.
Wkraczając do szkoły Kasia miała sucho w ustach, a na plecach czuła krople potu. W środku panował półmrok i absolutna cisza. Słyszała jedynie swoje kroki i bicie serca.
- A to kto? Wagarowicz się pokajał? – Stróż pojawiający się znikąd przyprawił Kaśkę niemal o zawał. Spojrzała za siebie. Był to ten sam człowiek, którego spotkała, gdy przyszła zapisać się do szkoły. On niewątpliwie również ją rozpoznał.
- Ach, to ty… panna samodzielna… - powiedział cicho i jakby do siebie.
- Dzień dobry – rzekła Kasia, opanowując nieco nerwy. – Przyszłam potwierdzić chęć uczęszczania do tej szkoły – dodała mając pełną świadomość, że jej słowa brzmią nad wyraz naiwnie. Stróż spojrzał na nią poważnie.
- Dyrektor jest w swoim gabinecie – powiedział bez zbędnych komentarzy. Skinęła głową w podziękowaniu i ruszyła na drugą stronę ronda starając się zachować spokój. Instynktownie wiedziała, że ucieczka nie ma sensu. Nigdy nie miała. Zresztą, co ona sobie myślała? Że niechodzenie do szkoły spowoduje przeniesienie do innej? Jakiż naiwny w takim razie był jej tok myślenia! Pokręciła z dezaprobatą głową nad własną głupotą. „Nadszedł czas zapłaty”, pomyślała i zapukała do drzwi, przed które właśnie dotarła. „Proszę!”, usłyszała ze środka głos Wiolenta i weszła.
- D – dzień dobry – wyjąkała cicho przekraczając próg i zamykając za sobą drzwi. Wiolent siedział przy biurku z rękoma złożonymi na blacie. Wyraźnie czekał na Kaśkę.
- Dzień dobry – powiedział spokojnie. – Miło cię widzieć. Usiądź proszę – dodał wskazując na krzesło po drugiej stronie biurka. Kasia posłusznie zajęła wskazane miejsce.
- Jak się czujesz? – zapytał patrząc na nią z zaciekawieniem.
- Ja? Ja czuję się dobrze, dziękuję – odparła zaskoczona dziewczyna.
- Więc nie jesteś chora? – zapytał tym samym tonem.
- Nie-e… - odparła niepewnie.
- Rozumiem – rzekł Wiolent kiwając głową.
- Panie dyrektorze – odezwała się Kaśka, chcąc wyprzedzić kolejne pytania z jego strony. – Mój tata prosił, by panu to dać – dodała wręczając mu czarną kopertę. Ten wyciągnął po nią rękę i wyjąwszy zawartość zaczął ją przeglądać. Były w niej dokumenty potwierdzające przyjęcie Kaśkę do szkoły, list gratulacyjny i jakaś mała karteczka, którą Wiolent szybko usunął poza zasięg wzroku dziewczyny. Przeczytawszy notatkę spojrzał z powrotem na Kaśkę i jakby rozpromienił się.
- Jakiekolwiek powody miałaś, żałuj, że nie byłaś obecna na pierwszych dwóch dniach zajęć. Ominęło cię sporo zabawy, a co najważniejsze, ominęło cię oprowadzanie po szkole. Trudno będzie ci przemieszczać się między klasami nie znając ich położeń. Postanowiłem więc osobiście oprowadzić cię po Passmanii i pokazać najważniejsze miejsca, co ty na to? – zapytał bardzo przekonującym tonem. Kasia zupełnie nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Czyżby tata napisał coś, by ją chronić? A może fakt, że Kaśka po raz kolejny przyszła sama do gabinetu dyrektora sprawił, że jego nastawienie było tak przychylne? Miliony pytań rodziły się w głowie dziewczyny, ale ostatecznie naprawdę wolała oprowadzanie po szkole od lania swojego życia, które pierwotnie spodziewała się otrzymać. Z wyrazem głębokiego szoku na twarzy wymamrotała, że „bardzo chętnie”, po czym wstała i ruszyła za dyrektorem przez korytarze Passmanii. Na początku pokazał jej sekretariat, klasy, szatnie, toalety, a potem zaczął prowadzić coraz głębiej i głębiej przez istny labirynt korytarzy tak, że zupełnie straciła orientację. Nagle dotarło do niej, że dyrektor nic nie mówi, że kroczą w absolutnej ciszy, tak jak ona jeszcze jakąś godzinę temu.
- Panie dyrektorze – zaczęła niepewnie. – Dokąd teraz idziemy?
- A jak myślisz? – odpowiedział pytaniem odwracając się. Kasia dostrzegła w jego oczach niemal zwierzęcy, wilczy błysk i zanim zdążyła zorientować się, co tak naprawdę się dzieje i chociaż spróbować ucieczki, dyrektor chwycił ją za rękę i wepchnął do pierwszej z brzegu klasy, uprzednio otwierając drzwi. Był silny, to Kaśka musiała przyznać, gdyż wepchnięta do sali upadła, wybijając sobie nadgarstek. Wykrzywiła twarz z bólu.
- Gdybyś była obecna na pierwszym treningu karate, wiedziałabyś, jak upadać, żeby nie zrobić sobie krzywdy – wycedził przez zęby podnosząc dziewczynę i wlokąc do biurka pod ścianą. Próbowała wyrywać się i opierać, ale on tylko szarpnął mocniej tak, że ponownie straciła równowagę.
- Wiedziałabyś też, jak utrzymać sztywną i mocną pozycję – dodał popychając ją na blat biurka. – Widzisz, ile tracisz nie chodząc na zajęcia? – zapytał ironicznie i nie czekając na odpowiedź lewą ręką przycisnął ją do blatu, a prawą zadarł spódniczkę, ściągnął majtki i zaczął okładać jej pupę mocnymi, siarczystymi klapsami. Kasia aż stęknęła. Była pod wrażeniem siły, którą dyrektor wydobywał jedynie ze swych rąk. Gdy jej pupa zaczęła pulsować i przybierać mocny odcień czerwieni, Wiolent, nadal przytrzymując Kaśkę, wyjął pas ze szlufek i kontynuował karę. Trwało to dość długo ze względu na wytrzymałość Kaśki, ale w końcu doprowadził ją do łez, a dziewczyna wykrzyknęła gniewnie:
- Przepraszam!
Uderzenia ustały. Wiolent obszedł biurko, oparł się o nie z drugiej strony i spojrzał Kaśce w twarz. Ta popatrzyła na niego wyzywająco, wściekła, że w ogóle doprowadziła do takiej sytuacji i zapytała:
- Tylko na tyle cię stać? – Wiolent pobladł z wściekłości, ale nic nie powiedział. Zamiast tego pochylił się za biurkiem i po chwili przed Kaśką stała plastikowa miska.
- Może ci się przydać – rzucił, po czym z rozmachem otworzył szufladę i wyjął z niej dwie ampułki, strzykawkę i szklankę z jakimś płynem. Obszedł biurko, napełnił płynem strzykawkę i bez ceregieli wbił ją w lewy pośladek Kaśki. To samo zrobił z drugą ampułką, po czym wziął do ręki szklankę i podał ją dziewczynie mówiąc:
- Pij.
Kasia spojrzała nieufnie na płyn w naczyniu.
- Co to jest? – zapytała.
- Woda. – odparł krótko dyrektor.
Kasia uniosła brwi, ale wypiła.
- Po co to? – zapytała, gdy już przełknęła ostatni łyk.
- Przed chwilą wprowadziłem do twojego organizmu substancje, które aktywnie reagując z wodą, wzmagają wrażliwość skóry na dotyk.
Kasia mimo woli parsknęła śmiechem.
- Nie wierzysz mi? To się przekonasz. – To mówiąc, zamachnął się lekko pasem i uderzył.
- Au! – dziewczyna krzyknęła z bólu.
- To było smagnięcie – wyjaśnij Wiolent chłodno, po czym zamachnął się i uderzył z biodra, a w sali rozległ się głośny trzask i wrzask Kaśki. – A to było uderzenie – powiedział dyrektor i rozpoczął istne gradobicie pasów. Dziewczyna krzyczała przeraźliwie sparaliżowana bólem. Wkrótce zaczęło jej się robić niedobrze, co wcale nie wzbudzało w niej poczucia winy, wręcz przeciwnie, złość na siebie, rodziców, dyrektora i system szkolnictwa narastała w niej w zastraszającym tempie. Tracąc powoli panowanie nad wnętrznościami nagle splunęła wymiocinami do miski stojącej przed nią. Wiolent przerwał bicie, obszedł biurko i stanął przed Kaśką.
- Teraz mi wierzysz? – zapytał sarkastycznie. Kaśka spojrzała na niego z nienawiścią.
- Ty gnoju – wycedziła przez zęby. – Myślisz, że masz prawo tak poniżać ludzi? Że pas i zastrzyki załatwią wszystko, tak? Sądzisz, że jak przylejesz pasem, to wszyscy zatańczą, jak im zagrasz? Otóż nie! Nie dam sobą pomiatać, nie po to tu jestem! W ogóle to miejsce to jakaś szopka, obóz jeniecki dla młodzieży o organizacji do bani i pracownikach jeszcze gorszych! Chcesz wiedzieć, co ja o tym myślę? Chcesz? To patrz! – to mówiąc splunęła mu z nienawiścią w twarz. – Oto, co o tym myślę! – dodała, ciężko dysząc. Spodziewała się ataku wściekłości i okładania byle gdzie. Dyrektor jednak wyprostował się spokojnie, wytarł twarz chusteczką i odezwał się w te słowa:
- Okazujesz dziś niesamowity brak respektu dla wszystkich. Plucie, mówienie na „ty” i wyzwiska nie są w żadnej mierze dopuszczalne w Passmanii i zasługują na najwyższy wymiar kary.
Kasia pobladła nieco, ale jej wściekłość nie ustąpiła. Nie odezwała się jednak słowem, czekała na reakcje Wiolenta. Ten zaś ponownie otworzył szufladę i wyjął z niej coś, co wyglądało jak kawałek białej kredy szkolnej.
- To jest czop – wyjaśnił, podnosząc go na wysokość wzroku dziewczyny. – Ostatnim razem użyłem takiego na uczniu dziesięć lat temu. Za chwilę poznasz nowe znaczenie wyrażenia „dostać porządnie w dupsko”.
To mówiąc powrócił do stanowiska za Kaśką i włożył jej czop między pośladki i do odbytu. Z początku Kasia nic nie czuła i chciała wyśmiać dyrektora, ale nie minęła sekunda i ochota na śmiech zupełnie ją opuściła. Nagle poczuła piekący ból z wnętrza, jakby ktoś rozrywał jej pośladki od środka. Wiolent zauważył zmianę w jej wyrazie twarzy i począł siec jej pupę szybkimi uderzeniami pasa. Efekt był piorunujący. Kasia zachłysnęła się powietrzem, ledwo oddychając pomiędzy uderzeniami. Po raz kolejny wypluła wymiociny do miski, cedząc jednocześnie „Palant!”. Dyrektor słysząc to, podszedł nieco bliżej i podciął ją, a Kasia upadła na ziemię, uderzając policzkiem o kant biurka.
- Nie życzę sobie tu wyzwisk, zrozumiano?! – krzyknął Wiolent podnosząc ją z ziemi i opierając z powrotem o biurko. – Jako uczeń tej szkoły jesteś zobowiązana okazywać należyty szacunek swoim przełożonym i reszcie pracowników! Twój język ma być czysty i kulturalny, a zachowanie godne ucznia Passmanii! Jeśli jeszcze do ciebie nie dotarło, jakim zaszczytem jest uczęszczanie do tej szkoły, to znaczy, że jesteś niewarta mojego zachodu ani zachodu twoich rodziców i oboje marnujemy tu czas! Przypominam tylko, że to była twoja decyzja, by złożyć dokumenty właśnie tu! Nie moja, nie twoich rodziców, twoja własna! Więc okaż się być godnym człowiekiem i ponieś konsekwencje tej decyzji! – zakończył, ponownie ją wycinając. Wtedy Kasia dała za wygraną. Gdy tylko dyrektor podniósł ją za kołnierz, rozpłakała się i wymamrotała pokorne „Przepraszam”. Lanie ustało i przez łzy zobaczyła dyrektora przed sobą. Patrzył na zegarek i kręcił głową z dezaprobatą.
- Minęła godzina. Godzina morderczego lania i bólu, tylko po to, by wydusić z ciebie głupie „przepraszam”. Z takim tempem uczenia się nie wróżę Ci kolorowej przyszłości.
- Przepraszam – wymamrotała znów Kaśka, a Wiolent pokiwał głową, otworzył szufladę biurka i wyjął po raz kolejny wszystkie środki wzmagania bólu. W oczach Kaśki błysnął strach.
- Wymusiłem na tobie żal za grzechy, teraz odpokutujesz – powiedział rzeczowo nalewając wody do szklanki. Bez zbędnych komentarzy zaaplikował Kaśce dwa zastrzyki, użył czopa i zmusił do wypicia wody, po czym jął okładać posiniaczone już ciało szerokim skórzanym pasem. Kasia rzygała jak kot. Ból ogarnął wszystkie jej zmysły i dochodził dosłownie zewsząd: bolało ją gardło o wrzasków i wypluwania wymiocin, bolały ją ręce od ciągłego zapierania się o blat, bolały ją nogi, bo dyrektor nie przestawał jej wycinać, wreszcie bolał ją tyłek okładany pasem od zewnątrz i rozrywany od środka przez czopa.
- Przepraszam – mamrotała co rusz, starając się przezwyciężyć mnożące się mroczki przed oczami. W końcu jednak dała za wygraną i poddała się ogarniającej ją ciemności. Wyszeptała ostatnie „przepraszam” i upadła na podłogę, mdlejąc.
Dodaj komentarz
9 komentarzy
|
kkkkkk.mylog.pl :: środa, 1 lipca 2009 17:34:03 83.20.192.140
|
|
|
matko, nie wiedziałam ze ten wiolent jest taki ostry.. fiu fiu no to rzeczywiście te 3 lata gimnazjum to bedzie total hardcore. Czekam na wiecej ;)
|
|
Marvel.mylog.pl :: niedziela, 5 lipca 2009 14:35:14 78.8.68.208
|
|
|
Nie no kobieto xP Taki szacun poczułem jak Kaśka mu wygarnęła i myślałem że będzie twarda a ty musiałaś ją złamać? xP Dobrze skurwysynowi nagadała. Poza tym jesteś niezwykła osobą xP Pomimo że jestem spankofilem, Twoje opowiadania wzbudzają we mnie niechęć do spankingu ;) Masz talent :P
Ale swoją drogą ten pomysł ze środkiem wzmagającym czułosć skóry jest mi całkiem dobrze znany ^^ Swego czasu też używałem takeigo pomysłu w swoich rysunkach ;) Eh biedna Kaśka ;) Weź ją z tej szkoły xD
|
|
Konto usunięte :: niedziela, 9 sierpnia 2009 21:42:16 83.20.2.214
|
|
|
Ocenę?
|
|
omlecik.mylog.pl :: wtorek, 3 listopada 2009 23:28:24 62.21.38.14
|
|
|
zawiesilas dzialasnosc :> jesli tak to szkoda ;0
|
|
xyz. :: sobota, 29 maja 2010 18:39:44 178.36.201.77
|
|
|
Błagam cię, pisz jeszcze. Proszę...
|
|
Yuka. :: poniedziałek, 24 stycznia 2011 13:58:33 95.50.13.10
|
|
|
Ta ostatnia sadystyczna scena robi wrażenie - nie chciałabym jednak poznać takiego psychopaty... zapraszam
|
|
olcha :: sobota, 10 września 2011 10:12:40 79.163.29.99
|
|
|
Świetny pomysł na opowiadanie i dobre wykonanie. Nazwa tej szkoły mnie rozwaliła;)
|